Co dwa tygodnie z radością przedstawiamy Wam młodych i zdolnych projektantów współpracujących z DaWandą. Sprawdźcie do czyjej pracowni zaglądamy tym razem!

Dzisiaj odwiedzamy magiczny świat glinianych azorków, kocich talerzyków i niezwykłych mis. Poznajcie Lamabo – nietuzinkowe projekty wykonywane ręcznie, tradycyjnymi metodami. Nad wszystkim czuwa Maja Łobaszewska, która jest najlepszym przykładem tego, że warto szukać swojej drogi i rozwijać pasję. 

Skąd pomysł, by zajmować się ceramiką? Twoje życie zawodowe było od zawsze z nią związane czy wszystkiego nauczyłaś się sama?

Gdyby zapytać mnie o ceramikę jeszcze trzy lata temu, pewnie zrobiłabym bardzo zdziwioną minę. Moje życie zawodowe było przeciwieństwem tego, czym zajmuję się aktualnie. Już w trakcie studiów na wydziale psychologii szukałam swojego miejsca, czegoś czym mogłabym się zająć ze 100-procentowym zaangażowaniem. To był ciekawy okres i kiedy o tym myślę, widzę że wypróbowałam dosłownie cały przekrój stanowisk. Zdobyte rozeznanie uświadomiło mi, że potrzebuję zajęcia kreatywnego, dającego możliwość samorealizacji i będącego wyzwaniem. Na studiach podyplomowych i kursie grafiki 3D natknęłam się na ćwiczenia z rzeźby i to był moment przełomowy. Wtedy uwierzyłam w swoje zdolności oraz w to, że warto czasem zejść z utartej ścieżki. Początki były bardzo zabawne ponieważ technicznie nie miałam praktycznie żadnej wiedzy. Podeszłam do tematu z determinacją i szybko trafiłam na wyjątkowe osoby, które całkowicie bezinteresownie przekazały mi sporą wiedzę. Reszty uczyłam się sama metodą prób i błędów.

 

Pochodzisz z rodziny z artystycznymi tradycjami. Opowiesz nam o nich?

Rzeczywiście mój dziadek był plastykiem. Pamiętam m.in. że wykonywał ikony, modele gipsowe i ozdoby. Był człowiekiem dosyć wszechstronnym. Pracował również w studiu filmowym Semafor w okresie jego świetności, gdzie zajmował się tworzeniem lalek do animacji m.in. do takich filmów jak: „Miś uszatek”, „Miś Coralgol” czy „Trzy misie”. Pozostały mi niestety tylko strzępki wspomnień z tego okresu, ale są one dla mnie bardzo cenne.

Czy twórcze korzenie wpłynęły na Twoją decyzję, by zająć się rękodziełem?

Pośrednio pewnie tak. Dziadek odszedł bardzo wcześnie, ale zanim to się stało, zdążył przekazać mi zamiłowanie i szacunek do zajęć plastycznych. Chyba widział we mnie swojego małego następcę. Można powiedzieć, że odczarował i przybliżył mi temat sztuki, malarstwa i rękodzieła. W domu czymś normalnym były zapasy farb, tuby z pędzlami, szkice, ikony i artystyczne przedmioty wykonane własnoręcznie. Wiele z tych rzeczy odziedziczyłam po nim i są dzisiaj moimi skarbami. Być może dzięki temu podjęta przeze mnie decyzja nie wydawała się aż tak wielkim szaleństwem?

Pamiętasz pierwszą rzecz samodzielnie wykonaną z gliny? Co to było?

Tej absolutnie pierwszej niestety nie pamiętam. W tym okresie powstawało ich całe mnóstwo, nie tylko z gliny, ale też z masy solnej, plasteliny i modeliny. Babcia przechowywała cały karton z moimi dziecięcymi pracami. Pamiętam za to jedną, która wyjątkowo utkwiła mi w pamięci. Stała na dużym kuchennym radiu jako ozdoba. Była to łódka z siedzącym na ławeczce człowiekiem.

Twoim znakiem rozpoznawalnym są Azorki 🙂 Co cię zainspirowało do powołania ich na świat i ile przeciętnie trwa stworzenie jednego kubka czy doniczki?

Pierwszy Azorek ma bardzo sympatyczną historię, ponieważ powstał w trakcie pracy z dziećmi. Przez pewien czas wspólnie z koleżanką prowadziłyśmy zajęcia z ceramiki. Myślałam wtedy nad projektem na kolejne zajęcia. Miało to być wyzwanie. Coś na tyle interesującego, żeby dzieci chciały się zaangażować w pracę, a co jednocześnie stanowiłoby użytkową pamiątkę z zajęć. Tak właśnie powstał pierwszy prototyp Azorka, który z czasem ewoluował i trafił do sprzedaży w obecnej wersji.

Samo wykonanie doniczki zajmuje mniej więcej godzinę, ale dalej następuje szkliwienie podzielone na dwa dni ze względu na konieczność schnięcia oraz dwukrotny wypał i stygnięcie pieca, co zajmuje kolejne dwie i pół doby.

Domyślamy się, że masz w głowie mnóstwo pomysłów na nowe projekty i rodzina Azorków niebawem powiększy się o kolejne cuda z ceramiki. Uchylisz nam rąbka tajemnicy co do Twoich dalszych planów?

W najbliższym czasie planuję powiększenie kubkowej gromady o dwa nowe gatunki. Zmieni się też odrobinę kolorystyka. W pracowni cały czas czeka stos projektów, które chciałabym zrealizować. Z kolei latem myślę o powrocie do serii wazonów Cocoon i mis Spider, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Są to moje pierwsze projekty, przez co mam do nich ogromny sentyment. Wszystko zależy od możliwości sprzętowych, więc trzymajcie kciuki!

Jaki był najtrudniejszy moment w tworzeniu Lamabo? Co pomogło ci go przetrwać?

Takich momentów naliczyła bym co najmniej kilka… Chyba najtrudniejsze są początki i ogrom pracy, który trzeba włożyć, żeby wszystko zaczęło działać. Sam proces twórczy stanowi tylko część procesu rozwoju własnej marki. Zdarzają się również zabawne chwile, kiedy coś nie wychodzi, brakuje wiedzy, sprzętu, piec odmawia współpracy, a zamówiona duża partia sprawdzonego szkliwa po wypale okazuje się wyjątkowo wredną niespodzianką. Klienci czekają na swoje zamówienia i co robić? Moją receptą na kryzysowe momenty jest spokój i bliskie mi osoby. Zdarzają się dni, kiedy zwyczajnie trzeba coś odłożyć na kolejny dzień, zrelaksować się i nabrać sił, zmienić otoczenie. Znalezienie dystansu do życia i pracy jest kluczowe. Nie mogę też przecenić roli mojego ówczesnego partnera, który dzielnie przetrwał wszystkie sztormy i działał jak najlepszy falochron.

Co jest dla Ciebie największą wartością w tym, co robisz?

Po pierwsze świadomość, że moje prace cieszą innych, że stają się elementem wystroju, ozdabiają i ocieplają wnętrze, są detalem spinającym całość. Po drugie wspaniałe reakcje klientów i sprawianie ludziom radości, a po trzecie swoboda w działaniu i samodzielne dysponowanie własnym czasem.

Jaką radę dałabyś początkującym twórcom?

Nadal sama mam poczucie, że przydałoby mi się jeszcze wiele porad… Ważną kwestią jest realistyczne podejście do własnych działań, nie popadanie w hurra optymizm i właściwe oszacowanie możliwości finansowych i czasowych. Druga rzecz to samozaparcie i wypracowanie własnych metod i odporności na wszelkie przeciwności, niezależnie czy dotyczą one pracy, czy nas samych. Kolejna istotna sprawa to ludzie. Warto rozmawiać, wymieniać się informacjami, współpracować i utrzymywać dobre relacje. Mówiąc w skrócie – jeśli to co robicie jest waszą pasją, zbierzcie odpowiedni kapitał, uwierzcie w to, co robicie, nie słuchajcie narzekaczy, skupcie się na tym, co możecie zrobić tu i teraz, dajcie z siebie 100% i dbajcie o relacje z najbliższymi.

***

Sklep Lamabo na DaWanda.pl znajdziecie TUTAJ!
ROZMOWY CZWARTKOWE X DAWANDA

DaWanda.pl jest platformą internetową z prezentami, produktami handmade i pomysłami DIY. Na odwiedzających wirtualne butiki czekają unikalne i tworzone z pasją produkty z takich kategorii jak: moda, akcesoria, artykuły dziecięce, sztuka oraz wnętrza. DaWanda.pl to społeczność, która stoi w opozycji do masowej produkcji. Jest prawdziwym rajem dla osób, które cenią sobie indywidualny styl i odpowiedzialną konsumpcję oraz śledzą najnowsze trendy. I najważniejsze – DaWanda.pl to przede wszystkim twórcy, ich nietuzinkowe projekty.

 

 

O Autorze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany