#WARSAWGIRL to cykl, w którym chcemy przybliżać Wam dziewczyny tworzące ciekawe i kreatywne projekty w Warszawie. Co tydzień będziecie mogli przeczytać o dobrych rzeczach, robionych przez naprawdę fajne dziewczyny! Dziś czas na absolutnie magiczną Mirellę von Chrupek!

Mirella von Chrupek to fotografka i kolekcjonerka, zajmująca się także dekoracją wystaw sklepowych, scenografią i małymi formami rzeźbiarskimi. Artystka wyczarowuje mikroświaty, doprawione szczyptą tajemnicy, w których życie toczy się jak u nas. Na swoich zdjęciach pragnie przedstawić miniaturowe krainy tak, by widz miał wrażenie, że znajduje się w świecie podobnym do naszego.

Od dwóch lat przy Marszałkowskiej 41 Mirella von Chrupek prowadzi małą galerię Gablotka, będącą niezależną inicjatywą czynną 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Kolejne odsłony Twojej Gablotki na Marszałkowskiej 41 są jednymi z najjaśniejszych punktów tego fragmentu ulicy, puszczeniem oczka do przechodniów i odwróceniem ich uwagi od szarej rzeczywistości. Jak wpadłaś na ten oryginalny pomysł? Od czego się zaczęło?

Bardzo dziękuję Ci za te słowa. Właśnie o taką reakcję mi chodziło. Pomysł zrodził się jesienią 2014 roku, czyli dość dawno. Szłam sobie ulicą, zaczynało być zimno i dni stawały się coraz krótsze. Perspektywa zbliżającej się odwiecznej pluchy była dość przytłaczająca. Przechodząc obok kamienicy na Marszałkowskiej, zauważyłam nieużywaną już gablotę, w której dawniej szewc pokazywał swoje wyroby. Pomyślałam wtedy, że fajnie byłoby mieć taką małą przestrzeń, gdzie mogłabym prezentować swoje zaczarowane krainy. Chciałam stworzyć w tym miejscu coś na kształt teatrzyku z mini scenkami, akwarium, czy też znanych nam z dzieciństwa sekretów, które zakopywało się pod ziemią i pokazywało przyjaciółkom. Jak dotąd moje prace można było oglądać wyłącznie w internecie. W tym wypadku chciałam zrobić coś, co byłoby widoczne i dostępne dla szerszej grupy ludzi, również tych przypadkowych, nie znających mojej twórczości. Miało być to coś lekkiego i niezobowiązującego zarazem. Coś, co mogłoby umilić Warszawiakom powroty z pracy w okresie zimowym, gdy pogoda nie jest zbyt łaskawa. Gablotka znajduje się w samym centrum miasta, przy ruchliwej ulicy, a jednocześnie jest też usytuowana trochę z boku. To dość komfortowa sytuacja, że nie jest ona wyeksponowana na 100%. Tworzy to taki magiczny kącik dla zainteresowanych. Lubię ten moment, kiedy raz na tydzień wymieniam baterie w moim hiper super zaawansowanym systemie oświetleniowym na 20 diod i mijający mnie ludzie obdarzają mnie ciepłymi słowami. To miłe uczucie wiedzieć, że taki magiczny kącik, niby niepotrzebny i trywialny, działa w przestrzeni publicznej i ma swoich fanów, którzy nie mogą doczekać się kolejnych odsłon. Gablotka w lutym obchodziła swoje drugie urodziny. Mała galeria, mały jubileusz 🙂 Na FB stronie Gablotki ludzie przesyłają mi swoje zdjęcia z kolejnymi gablotkowymi bohaterami. Dopada mnie wtedy cudowne uczucie spełnienia, że jednak udało mi się podarować ludziom choć moment zachwytu.

Jak wygląda proces realizacji poszczególnych gablotek? Skąd czerpiesz inspiracje?

Jedną z rzeczy, którą lubię w Gablotce jest fakt, że jest to moja przestrzeń, w której mogę się wyszaleć. Staram się, by przerwa między kolejnymi odsłonami nie była dłuższa niż 2,5 miesiąca. Nie trzymam się ściśle terminów, ale przychodzi taki moment, że podskórnie czuję, że już czas na coś nowego. Wtedy zabieram się do pracy. A inspiracje czerpię zewsząd. Miewam swoje tzw. “olśnienia”, kiedy to pomysł sam do mnie przychodzi. Biorę kawałek kartki i szast prast rozrysowuję projekt. Następnie tworzę różne jego wersje. Mam jedną zasadę, której staram się trzymać, by zawsze w Gablotce pomieszkiwał sobie mały bohater, którego można by odwiedzić.

Czy planujesz „gablotkową ekspansję”, umieszczenie większej ilości Gablotek w warszawskiej przestrzeni? 

W żadnym wypadku. Gablotka jest tylko jedna, w tym konkretnym miejscu i to jej poświęcam swój czas i uwagę. Dostaję propozycje z innych miast, by zrobić gablotkową filię. Zawsze jednak odmawiam. Jestem oczywiście otwarta na różne propozycje interwencji w przestrzeni publicznej, ale takie, które nie powielałyby tego samego schematu. Zajmuję się m.in. dekoracją witryn sklepowych, czyli czymś, co zbliżone jest do idei Gablotki, jednak gabarytowo większe, co stwarza inne pole do działania.

Jeżeli spodobały Wam się pomysły Mirelli von Chrupek, koniecznie zajrzyjcie na jej STRONĘ WWW.


 

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany